Tomasz Grzelak

Spotkanie z mentorem

Jest 2 czerwca 2017 roku. Wchodzę do baru Marcato Bistro w centrum Warszawy. Właściwie od progu widzę sylwetkę człowieka, który wzbudza ogromne zainteresowanie. To właśnie z nim jestem umówiony i chociaż za kilkanaście sekund uściśniemy sobie dłonie, nadal trudno mi uwierzyć w to, że się spotkamy. Jedno z moich największych marzeń za moment się spełni.

 

Przyszedłem za wcześnie, usiadłem kilka stolików dalej i cierpliwie czekałem aż skończy spotkanie. Wykorzystuję ten czas, analizuję w głowie na co mogę sobie pozwolić, czego unikać. Jestem głęboko w swoim umyśle, gdy widzę nagle jak kroczy w moim kierunku. Kroczy - to dobre określenie. Słowo „idzie” nie oddawałoby tego wrażenia. Dosiada się i zaczyna mówić, a ja siedzę i słucham dokładnie tak, jakby przemawiał właśnie do mnie Barrack Obama.

 

Autor między innymi ośmiu książek, założyciel liceum LifeSkills oraz twórca Mentoring Theater. Jest moim mentorem, którego słowa chłonę od 2002 roku. Słucham i wprowadzam w życie nieprzerwanie od 16 lat. To on polecił mi, abym wprowadził do swojego życia „Złotą godzinę” - o której już pisałem w innych materiałach - oraz udostępnił mi listę autorów książek, których powinienem wiedzę przyswajać, takich jak: Napoleon Hill, Brian Tracy, Tony Robbins czy Steven Covey. A teraz siedzi na przeciwko mnie w barze i prowadzimy miłą i pouczającą konwersację przy ciastku Tiramisu i gorącej czarnej kawie o orzechowej nucie zapachowej. Wciąż nie wierzę, że spędzam czas z Robertem Kroolem.

 

Dlaczego nie dostałem jeszcze zaproszenia do Stowarzyszenia Profesjonalnych Mówców? - pytam.

A dlaczego jeszcze nie aplikowałeś? - pyta Robert. Obserwuję Twoje aktywności, blogi, videoblogi, publiczne wystąpienia i dziwię się, że jeszcze Cię nie ma w naszych szeregach.

 

Zamarłem. Byłem absolutnie pewny, że moje pytanie sprawi iż otrzymam klarowne instrukcje: co poprawić, nad czym pracować a z czego zrezygnować w moich wystąpieniach publicznych. A tu zderzyłem się z rzeczywistością: nie jestem w Stowarzyszeniu, bo nawet nie zaaplikowałem! W punkt! Tego dnia zrozumiałem, że Robert jest mistrzem, a ja chcę się się od niego uczyć.

 

Nic samo nie przychodzi. Doprowadzamy do pewnych sytuacji naszymi działaniami. Każdego dnia, wizualizując sobie przyszłość i pragnienie kim chcę być i jaką misję w życiu wykonać. Mówię o działaniu, w którym pisze do mentora z propozycja spotkania, on się zgadza i spotkanie dochodzi do skutku. Nie czekam aż on mnie „zauważy”. Sam daję się zauważyć.

 

Potrzebowałem tego spotkania. Otrzymałem coś więcej niż tylko kawę z mentorem - to moc, inspiracja i nowy horyzont widzenia. To pomocna dłoń, która wprowadza mnie na właściwą drogę. To wiedza o tym kim jestem, kim chcę być i dokąd zmierzać. To coś, co jest bezcenne.

 

Tamto spotkanie było jak game changer. Przyszedł dzień, w którym to ja otrzymuję listy z prośbą o spotkanie. To na mnie kilka stolików dalej czeka młody człowiek potrzebujący pomocy i wsparcia. Teraz to ja jestem dla kogoś mentorem.

 

I pomagam. To najwieksza wartość.

 

Dodaj komentarz

Design by social time